środa, 25 stycznia 2012

Raclette - czyli świetny sposób na wieczór z przyjaciółmi


Na temat raclette chciałabym Wam napisać bardzo dużo i najlepiej wszystko naraz… ale ogranicza mnie czas no i fakt, że to nie jest blog literacki :)
Niemniej jednak, myślę sobie, że takie rzeczy fajnie wiedzieć, jeśli się ich wcześniej nie poznało, a ja postaram się Wam w największym skrócie przekazać największe ciekawostki z tym związane.


Każdy, komu zdarzyło się trochę podróżować na pewno się ze mną zgodzi, że są potrawy tak specyficzne dla danego kraju, że choćbyśmy się je później starali przygotować w naszych warunkach to i tak nie osiągniemy stuprocentowego zadowolenia. Niby wszystko się zgadza - składniki, proporcje, sposób przygotowania - a jednak smak pozostaje inny.

Tak właśnie jest w przypadku raclette.


Raclette pochodzi ze Szwajcarii, a jego geneza sięga czasów średniowiecza, kiedy to pasterze u podnóża Alp roztapiali nad ogniskiem zeschnięty ser, zajadając się nim następnie.
Nie wiem czy dobrze pamiętam (wiem, że czasem zagląda tutaj ktoś ze Szwajcarii – można mnie śmiało poprawiać – po co mam ludziom herezje opowiadać ;), ale raclette to przede wszystkim nazwa sera, a dopiero potem potrawy, tak mi się coś kojarzy. 

via


W dużym uproszczeniu chodzi o to, żeby roztapiać specjalny ser dodając do tego na przykład ziemniaki, wędliny, warzywa – co kto sobie umyśli.
Jest jeszcze jedna ważna rzecz, o którą warto się zatroszczyć w przypadku tej potrawy - dobra atmosfera przy stole :)

via
Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić ten typ „biesiadowania”, jako oryginalny, smaczny, szybki w przygotowaniu i zawsze bardzo na czasie. 
Nie zliczę jak długo już korzystamy z racletta, bo dzieje się to naprawdę od dawna, jednak musieliśmy go dostosować do polskich, domowych warunków. I pomimo faktu, że jest to tylko smaczny przedsmak tego co nas czeka w Szwajcarii, to i tak uważam, ze warto pokusić się na to urządzenie.
Bo frajda przy stole jest wielka, a atmosfera zawsze wspaniała.

  
Nasz nowy nabytek to raclette niemieckiej marki Severin i właściwie ciężko mi wydać na jego temat jakąś rzetelną opinię, bo używamy go od niedawna. Wcześniej posiłkowaliśmy się tefalem, bez rusztu górnego i termostatu, za to smażył w oszalałym tempie wszystkie składniki :) Fakt faktem, że na rynku polskim wybór jest bardzo niewielki, a i my przekonaliśmy się na własnej skórze, że ze sprzedawcami sprzętów agd ciężko się dogadać w tym temacie. 
Na stronach na przykład szwjcarskich wybór jest znacznie większy i można wybrać modele wedle upodobania i ilości osób (małych patelek).


Plusem racletta jest przede wszystkim to, że podajemy w miseczkach przygotowane składniki, a każdy na swojej małej patelni tworzy własną mieszankę skąpaną w serze :)

Jakich składników my używamy?
-boczek
-salami
-szynka
-pomidorki koktajlowe
-oliwki
-ananas
-kukurydza
-ziemniaki w koszulkach (ugotowane bądź podpieczone wcześniej w piekarniku)
- różne rodzaje sera


To nasza podstawa. Zawsze, gdy się coś jeszcze nawinie to podaję.


Jakie są plusy z raclettowania?
  • łatwy w przygotowaniu
  • pełna dowolność składników, jedynie z sera nie możemy zrezygnować ;)
  • nie może się nie udać
  • mroźny styczeń? deszczowy lipiec? - zawsze odpowiedni (no może niekoniecznie w upał, wtedy to grill zewnętrzny jednak bardziej się sprawdza)
  • nie mogę powiedzieć, że to lekkie jadło, ale na pewno plusem jest, że tłuszcz się wytapia z jedzenia jak na grillu i nie potrzebujemy dodatkowego tłuszczyku do smażenia
  • można przy nim spędzić dłuuuugi wieczór, bez gorączkowego latania pani domu
  • goście są zawsze miło zaskoczeni
  • zawsze, ale to zawsze miło przy nim czas spędzamy, a to chyba najważniejsze :)
  • jak już raz spróbujemy to zapragniemy oryginału i będzie wymówka, żeby pozwiedzać Szwajcarię :)



Więcej na ten temat np. Tutaj

18 komentarzy:

  1. Well, well - a to ciekawe Mysko! Nie słyszałam o takim czymś. Chętnie się do was wybiorę na wypróbowanie ;-). Bo u nas goście nie bywają raczej (powody różne ale mniejsza o nie) i póki co biesiad nie odbywamy (czasem szkoda).

    Aha - z tymi potrawami to masz racje - moje curry nigdy nie jest takie jakie jadłam przyrządzone w hinduskiej restauracji czy gurdwarze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AMishko, masz jak w banku, ze jak w końcu kiedyś nasze drogi się zejdą, to zaserwuję Wam racletta.... nawet dla Twojego M specjalnie jakichś bakłażanów, cukiń czy ryżów/kasz naszykuję, żeby miał co jeść :)

      Macie w Grajewie jakąś knajpe hinduską? czy to gdzieś indziej jadłaś? :)

      Usuń
    2. No, na zaś ale się wpraszamy do Was ;-)

      Nie Mysko, w Grajewie nie mamy - za małe miasto na takie ceregiele jak knajpa hinduska. Jadłam co nieco w restauracji w Amsterdamie i w Białymstoku. No i w Gurdwarze w Warszawie (świątyni sikhijskiej)- co prawda tylko dhal (soczewicę) - ale jak ja gotuję, to jednak jest ona inna...

      Usuń
    3. Tak pytam, bo ja też w "dziurze" mieszkam i właśnie zdziwiłabym się jakbyście mieli knajpkę... Ty, a może to pomysł na biznes hihi :)

      Usuń
    4. Nie Mysko, nie tutaj ;-) Zdecydowanie.

      Usuń
  2. Mysko, jak ja żałuję, że nie jestem Twoją znajomą, która przychodzi w odwiedziny.
    Jak ja lubię próbować takich różności :-)))
    Raclette to coś, co zawsze chciałam spróbować, ale brak mi tego "ustrojstwa" (bądź znajomych z ustrojstwem;-)
    Trudno...
    Za to Wam i Waszym znajomym smacznego :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Maciejko, ja do takich znajomych też bym się dopisała :))

      Usuń
  3. Maciejko, racletta na pewno warto spróbować i fajnie jest też mieć (nie jest to jakiś spory wydatek, choć wiem, że czasem i to ciężko wydłubać z portfela ;)
    Nie wiem gdzie mieszkacie, ale jak będziecie na Podkarpaciu to raz dwa Was ugoszczę i bedziesz miała możliwość wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty jesteś tak sympatyczna, że chciałaśbyś i nas, choć gości masz ostatnio mnóstwo, ugościć :-) Dziękuję:-)
      Ja to tak pół żartem pół serio pisałam ;-)
      Ale fakt to niezaprzeczalny, że znajomych z raclettą nie mamy ;-)

      Usuń
    2. o matko, dziękuję!
      Goście mogą być czasem męczący, szczególnie że ciągle trzeba coś szykować... ale lubię jak ktoś nas odwiedza. Ten weekend mamy spokojny... będziemy wypoczywać. No chyba, że ktoś wpadnie niespodziewanie :)

      Usuń
  4. Myska!! Ja żem przed chwilą się dopatrzyła, że masz NOWEGO bloga. No i se walazłam, bo mnie jakoś się spać nie chce ( choć po pracy jestem). I teraz się zastanawiam jak pójdę spać skoro mi kiszki marsza grają. Nie wiedziałam że istnieje coś takiego jak raclet i że na tym se można pichcić. Znajomych z takowym sprzętem też nie mam. Więc ty mnie lepiej podrzuć przepis na szybkie kanapki :-))(najlepiej takie co się same robią ;-))Buziole (wracam do studiowania Twojego kulinarnego bloga...może znajdę coś na szybką przegryzkę). Karol(ina).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Widzisz kochana jaka niespdziewajka :) Blog jeszcze raczkuje, ale może kiedyś nabierze rumieńców, szczególnie jak uruchomię maszynę do szycia, bo pomysłów mam sporo, tylko warunków nie bardzo. A nie chcę też, zeby to był tylko blog kulinarny, bo ja za dobrą kucharkę się nie uważam :)
      Kanapek samorobiących się nie znam niestety... też by mi się czasem takie przydały :)

      Usuń
    2. Kochana!!! Pełen szacunek i podziw. Padam na kolana przed Tobą i proszę skromnie o radę: jak Ty masz w tym natłoku zajęć czas na to wszystko? Jeśli jakimś cudem udało Ci się rozciągnąć czas to pierwsza proszę o przepis ( bo ja mam go ciągle za mało)? Trzymam za Ciebie kciuki, bo wiem że dasz radę. Buziaki. Karol(ina).

      Usuń
    3. Linko kochana, doby nie rozciągnęłam, choć czasem by mi się przydały dodatkowe godzinki.
      Gotować muszę codziennie, a że lubię to robić to inna sprawa :)
      Nie wiem, czy jakbym się olatała w pracy jak Ty, to chciałoby mi się potem tworzyć drugi blog... a tak, póki mogę to sobie działam :)

      Usuń
  5. Raclette uważam za super wynalazek i tak jak napisałaś świetny dodatek do spotkań z przyjaciółmi. Jak dorobię się większej kuchni to pierwsze co ekspres ciśnieniowy do kawy i właśnie "raklet". Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie galopku. My też najpierw ekspres, potem racletta nabyliśmy :) Teraz jednak gdybym miała jeszcze raz się decydować na zakup to nie wiem czy bym się nie zdecydowała na sprowadzenie.
      Wyobraź sobie galopku, ze dzwoniłam po większości marketów ze sprzętem elektronicznym i tylko w media markt nie musiałam tłumaczyć czym jest raclette ;) Szkoda, że to takie niepopularne :)

      Usuń

Dzięki! :o)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...