wtorek, 12 marca 2013

Operacja-robak :)

Dzisiaj będzie troszkę o tym, czym się właśnie zajmuję....
"właśnie" to chyba nie jest odpowiednie słowo, bo akurat tą rzeczą zajmuję się od kilku miesięcy, a chodzi mi konkretnie o Dziadka Zegara nad którym pastwię się od listopada.
Pisałam już o nim tutaj, więc niektórzy mieli okazję coś niecoś łyknąć informacji, ale dla tych, którzy nie wiedzą o co chodzi teraz krótkie wyjaśnienie:
 
Dziadek Zegar dostał nam się w spadku. Należał do dziadka mojego M i do dziadka tego dziadka.
Ma obecnie 124 lata więc to prawdziwy starzec :)
Dziadek Zegar wisiał jakiś czas u teściów moich i czekał, kiedy będzie mógł się do nas wprowadzić, bo całe lata temu M oznajmił rodzeństwu, że to On go przejmuje. Jako, że rodzeństwo sentymentu do staroci jako tako żadnego nie czuje, to olało sprawę ciepłym jeszcze moczem. 
Dziadek ogólnie zawsze był piękny, ale przez te wszystkie lata przeszedł przez wiele rąk, a każde ręce dodawały coś od siebie. Ostatecznie został dobity przez M i jego Ojca :) No cóż.... chcieli dobrze, ale nie bardzo wyszło i mnie w oko ciutkę koliło :)
 
Przechodząc do sedna: niemal każdy jego fragment był jak to się mówi "z innej parafii".... część zabejcowana, część zalakierowana, a jeszcze inne drobiazgi pomalowane zostały złotolem.
 
Już od dawna czaiłam się, żeby zacząć i jakoś nie mogłam się zebrać do kupy, żeby to zrobić. W końcu mąż mój osobisty sam się za niego wziął, co od razu ustawiło mnie do pionu, bo za punkt honoru postawiłam sobie samodzielne przywrócenie Dziadkowi szyku (trąbiłam o tym na wszystkie strony, więc nie mogłam się tak po prostu wycofać:)
 
 
Największym błędem pomocy mojego małżonka było pomalowanie drewna takim preparatem, który miał zeżreć bejcę....
Nie zżarło, bo żre to tylko farbę oleją (o czym M nie wiedział), a całość później musiałam czyścić z klejącej mazi, która śmierdzi niemiłosiernie.
Część zegara szlifowało mi się bardzo dobrze, a inne fragmenty, to była istna katorga!
Wykończyłam swoją multiszlifierkę, zanim skończyłam czyścić całość ;)
Najgorzej było przy tych maleńkich fragmentach i szczelinach, a jest ich naprawdę sporo, bo oprawa drewniana jest bogato rzeźbiona :)
 
Dopiero w zeszłym tygodniu uporałam się ze szlifierką i mogłam zabrać się za przyjemniejszą część restauracji Dziadka, czyli OPERACJĘ - ROBAK :)
 
Jak widać na zdjęciu poniżej, bardzo potrzebną!!! :/
 
 
Część tych dziurek była zaszpachlowana, więc w niedzielę siedziałam sobie i przekłuwałam gwoździem/szpilką, żeby zrobić miejsce na napój dla robaczków :)
 
 
 
Myślcie sobie co chcecie, ale zakładanie rękawiczek i wzięcie w dłoń strzykawki z igłą sprawiły mi mnóstwo frajdy :) Jako dziecko chciałam być lekarzem... może stąd to upodobanie :)
 
DO DZIEŁA! :)
 
 
 
 
To naprawdę było fascynujące obserwowanie, jak trucizna wpuszczana w jedną dziurkę rozpływa się kanalikami pod powierzchnią drewna.
Cały proces ostrzykiwania powtórzyłam 2 razy, a jutro mam zamiar ten preparat rozprowadzić pędzlem po całości :) Jak dobrze pójdzie (to znaczy o ile nie braknie altaxu) to dwukrotnie :)
 
Muszę jeszcze kupić odpowiednią szczotkę i przelecieć Zegar od deski do deski, bo są takie maleńkie fragmenty po jakimś podkładzie czy coś i chyba do tego najlepiej nada się właśnie szczoteczka :)
A wtedy czeka mnie najprzyjemniejsza część, czyli malowanie! :)))))
 
Efekt ośmielę się udostępnić w przyszłości :)
 
PS Taki jeszcze kolaż kiedyś cyknęłam z Dziadkiem:
 
 

33 komentarze:

  1. Ten zegar to prawdziwe cacko, nieoszlifowane jeszcze :). Czekam na efekty, Pani doktor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oszlifowane już nieco :)
      Efekt za jakiś czas :) Najpierw szpachlowanie, doklejanie tego, co odpadło w trakcie, a potem malowanie :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. dziękuję w imieniu zegara :)

      Usuń
    2. przez niego wczoraj prawie spaliłam rogaliki :) tak sie zapatrzyłam!

      Usuń
    3. co złego to nie my :)))

      Usuń
  3. Już jest cudny, nie mogę się doczekać kiedy go dokończysz! :)
    Ja kiedy byłam małą dziewczynką prosiłam mamę o igły, strzykawki i rękawiczki (jest położną) i bawiłam się w lekarza na miśkach i lalkach ;))

    cooknlife.blogspot.com - zapraszam na przepis na tortille z mango! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) ja też nie mogę się doczekać, kiedy go skończę :)
      Niestety ta robota robota jest taka żmudna, że muszę ją sobie dawkować, bo bym sfiksowałą :)

      Ale miałaś fajnie z tymi igłami i strzykawkami :)))

      Usuń
  4. Zegar jest już sam w sobie cudny, nie mogę się doczekać jaki będzie efekt końcowy! :)

    Ja kiedy byłam małą dziewczynką, prosiłam mamę o igły, strzykawki i rękawiczki z pracy (jest położną) i bawiłam się w lekarza na misiach i lalkach ;))

    cooknlife.blogspot.com - zapraszam na nowy przepis - tortilla z mango!

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzeba to przyznać, że piękny z niego Dziadek :)
    Czekam i ja na efekt końcowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no nie???? Jak na Dziadka jest bardzo atrakcyjny (nie ujmując innym dziadkom ;)
      pokażę na pewno! :)

      Usuń
  6. Cudo ci to będzie. Dobrze, że nie znający się na rzeczy nie wyrzucili go na śmietnik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty wiesz, ile takich cudów zostaje w śmieciach? :/

      Usuń
  7. A mnie i tak najbardziej rozwaliły rękawiczki lateksowe o zapachu mięty. No żesz - co za luksus! No i to strzykanie w dziurki do robaków...

    Powtarzam za innymi - kawał dobrej roboty odwaliłaś. Piękny ten miernik czasu. A będzie przecie jeszcze piękniejszy...

    PS> Kto Ci cykał fotkę przy robocie? Mały czy Stary?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amishko, a czy Ty wiesz, jaki ja miałam ubaw przy tych rękawiczkach?
      Bo wyciągnęłam je i ubrałam i otwieram strzykawkę i czuję, ze coś mi miętą wali i wącham wszystko po kolei, dopiero za chwilę kapnęłam się, ze to rękawiczki :)
      Na pudełku pisze, ale nawet nie zauważyłam tego :)
      Zdjęcia robiłam samowyzwalaczem :)
      M nie było, a Gutek niezainteresowany sprawą :)

      Usuń
  8. Mnie też te rękawiczki rozwaliły... ;-D

    No, Pani Doktor, pięknie, pięknie! Zapowiada się, że operacja zostanie zakończona pełnym sukcesem! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oby Julitka! Oby! :))))
      mogłabym się do tej "pani doktor" przyzwyczaić :)))))

      Usuń
  9. Piękny jest!
    A rękawiczki bardzo luksusowe - dama przy pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jak! klasa być musi, nawet przy dawaniu w żyłę... znaczy drewno :)

      Usuń
  10. Już się nie mogę doczekac efektu końcowego. Byłabyś sexowną pielęgniarką z tą strzykawką;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo! Mam nadzieję, że was nie rozczaruję hih :)
      może bym sobie tak wyszukała stroik pielęgniarki na allegro :)))

      Usuń
  11. o kurcze dziadek wiekowy trochę... ale tez i urokliwy nie wspominając juz o sentymentach itp. ;) czekam na efekt końcowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj wiekowy się trafił! :)
      mam nadzieję, że to już niedługo :)

      Usuń
  12. sporo pracy wkładacie w dziadka, oczekuję (jak wy również zapewne) olśniewającego efektu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lucy,źle!
      Nie "wkładacie", tylko "wkładasz" :)

      Usuń
  13. Kiedy zostanę dziadkiem, chciałbym być równie uroczy, czarowny, ciekawie wyrzeźbiony i wywołujący grymas uznania dla spozierających kobiet. Tylko żeby mnie robaki nie żarły, bo to pewnie swędzi! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj tam robaki ;)
      Takie pogryzione dziadki mają więcej uroku, niż te doskonałe, niezahartowane przez życie ;)

      Usuń
  14. Efekt końcowy chyba będzie niesamowity co?
    Takie przedmioty mają duszę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na ten efekt końcowy i coś się doliczyć nie mogę:)
      Zgadzam się, starocie mają coś w sobie ;)

      Usuń
  15. To co, na "po świętach" będzie gotowy? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no pewnie!
      .... tylko nie wiem na które "po świętach" :)

      Usuń

Dzięki! :o)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...